środa, 27 października otwarte 12 — 19
Galeria Miejska Arsenał

ul. Szyperska 2/6-8, 61-754 Poznań
T. +48 61 852 95 02
E. arsenal@arsenal.art.pl

Godziny otwarcia:

Poniedziałek: nieczynne
Wtorek – Sobota: 12 — 19
Niedziela: 12 — 16

Jerzy Piotrowicz


Informacje o wystawie

Prezentacja prac jednego z najwybitniejszych przedstawicieli środowiska poznańskiego, zorganizowana po kilkuletniej przerwie, poprzedzona wystawami w Galerii Willa w Łodzi i w Kordegardzie w Warszawie.
Jerzy Piotrowicz, ur. 1943, w 1972 ukończył poznańską PWSSP. Uprawia malarstwo sztalugowe, grafikę warsztatową i rysunek. (Artysta zmarł w 1999 r.)


Magdalena Hendziewicz – Wyobraźnia i zmysły

W pracowni na strychu standardowego bloku jest ciasno. Ale światło jest dobre. Wszędzie stoją blejtramy, zagruntowane płótna, gotowe obrazy. Na stole, pod stołem sterty rysunków. Stara, właściwie już zabytkowa prasa. Życiowe udogodnienia sprowadzone do minimum. Ale też dla właściciela tej pracowni, Jerzego Piotrowicza, nieważne są parkiety i boazeria. Ważne są obrazy. Sztuka własna i sztuka innych. Malowanie. Mistrzowie, do których się odwołuje, których odwiedza w licznych i łatwo podejmowanych podróżach, z którymi prowadzi dialog, bardziej żywy i autentyczny niż z kolegami po fachu. Krąg jego przyjaźni jest szacowny: Goya, Picasso, Holbein, van Gogh… Potrzeba nieustającego kontaktu z tradycją. Sztuka karmiąca się sztuką. Zakorzenienie w tradycji wyraźnie określonej, w tradycji śródziemnomorskiej mitologii, hiszpańskiej groteski i ekstazy, w nurcie dionizyjskim – z całą jego radością, zmysłowością, dosadnością, fascynacją ciałem, sytością i pełnią. I z jego drugą, ciemną stroną misteryjno-demoniczną, wyłaniającą się z mroku, niepokojącą umysł i serce.

Malarstwo Jerzego Piotrowicza jest spontaniczne, choć w spontaniczności tej nie ma cienia powierzchowności, pośpiechu, prześlizgiwania się po naskórku malarstwa i po naskórku rzeczywistości. Stoi za tą spontanicznością doświadczenie artysty zgłębiającego tajniki rzemiosła, korzystającego z doświadczeń poprzedników, nieustannie budującego swój własny świat, doskonalącego indywidualny język artystyczny.

Ta sztuka wyrasta z wyobraźni i zmysłów. Zmysłowa jest mięsista faktura farby kładzionej czasem grubo, szeroko, rozrzutnie, kiedy indziej płasko, by zachować pamięć o płaskości płóciennego podkładu. Zmysłowa, ciesząca oko jest kolorystyka jego obrazów.

Mało kto umie tyle dźwięczności nadać barwie, tak rozjarzyć zielenie i błękity, tyle różów i czerwieni zestawić ze sobą w niespokojne lecz zharmonizowane całości. Określić kolor światłem i światło kolorem. A równocześnie malować obrazy w chłodnych szarościach rozświetlanych bielą – wcale nie mniej kolorowe, choć wygrane na jednej nucie, rozrzutne w bogactwie tonacji, cienia i blasku, niespokojne, ruchliwe jak całe to malarstwo.

Tylko martwe natury bywają realistyczne. Cała reszta to świat wyobraźni, mitu, symboli, od których artysta nie ucieka, którymi się bawi wypróbowując ich nośność malarską i nośność ich sensów, skojarzeń, przypomnień.

Należy Jerzy Piotrowicz do artystów, dla których sztuka jest sprawą poważną, najpoważniejszą, ale którzy mimo to – czy może właśnie dlatego – nie boją się żartu, dowcipu, lekkości. Żartobliwe są wesołe fauniki z anielsko-motylimi skrzydełkami, żartobliwe są cytaty z mistrzów.
Bywa Piotrowicz poważny, skupiony jak w cyklu obrazów żydowskich. Motyw biblijny, ale i odniesienia do zagłady narodu. Odrębność, odmienność ludu wybranego, jego zwarta, niosąca znamiona tragizmu samotność powracają w serii przejmujących obrazów. Dominuje w nich czerń i biel, ekspresja jest dramatyczna, a ton głęboki i poważny.

Ale i groza potrafi czaić się w ciemnych, w czerń wchodzących cieniach, z których wyłaniają się potwory, których agresję rozładowuje umieszczony u ich stóp wesoły mały bazyliszek, a pobudzoną wyobraźnię koją piękne jak najcenniejszy kamień zielenie i błękity.

Tak, zło jest obecne w tej sztuce, jak obecne jest w życiu. Ale przytłumia je żywiołowość, radość formy, radość koloru, jasne, śródziemnomorskie światło wypełniające płótna.

Zanurzony w świecie wyobraźni i w sztuce pozostaje Jerzy Piotrowicz obojętny na pokusy ambicji, na mody artystyczne, środowiskowe hierarchie i lokalne spory. Tworzy swą sztukę czysto, w zgodzie z własną wrażliwością i własnym, rosnącym z latami doświadczeniem artystycznym.


Recenzja

MACIEJ KOSAKOWSKI, Gazeta Wielkopolska, 16.09.1995, Kuszenie Piotrowicza

Kusi Picasso i Goya, diabły z anielskimi skrzydłami, koguty, kruki i latające ryby. Chwilę przedtem wybucha wiosna na płótnie umazanym kolorami, z którego sterczą trąbki faunów. Kusi wyobraźnia i kusi malarstwo. Nowe obrazy Jerzego Piotrowicza.

Szedłem na tę wystawę pełen rozbudzonych oczekiwań, z lekkim dreszczykiem emocji. Piotrowicz malarstwa dawno w Poznaniu nie wystawiał.

To dziwne malowanie. Proste, prawie prymitywne. Wydaje się, że artysta obnaża na płótnie tajemnice swojego warsztatu. Chaotyczne ślady pędzla wydobywają jakieś kształty, kreślą jakieś postaci. Świat na tych obrazach nie udaje rzeczywistości – opowiada anegdoty zasłyszane w wyobraźni.
Piotrowicz to malarz dojrzały, o bogatym artystycznym dorobku. A jednak w nowych pracach ogranicza swój warsztat, rezygnuje z palety, upraszcza kompozycję. Rzecz u dawnych mistrzów nie do pomyślenia.

A mistrzów u Piotrowicza prawdziwa obfitość: Hals, Goya, vanGogh, Picasso. Piotrowicz odwiedza ich i podpatruje. Zostawia w obrazach ślady wizyt w madryckim Prado i Muzeum Picassa w Paryżu. Tworzy z wyobraźni osobliwe portrety mistrzów – przy pracy w ich własnych pracowniach.
Wystawa w Arsenale rozpada się jakby na trzy części: Picasso, Goya i… Piotrowicz. Trzy tematyczne wątki -każdy namalowany inaczej.

Tajemnicza kochanka Goi cała w szarościach. Muzykanci prawie geometryczni, namalowani po picassowsku. A diabły, potwory i ptaki kuszące Piotrowicza – jaskrawe w barwach i przesycone ludycznym szaleństwem.

Tak malując artysta naraża się ze strony krytyki na zarzut eklektyzmu – ale wydaje mi się, że nie traktuje go poważnie. Nie boi się. Zadaję więc sobie pytanie, czy przypadkiem nie to jest najbardziej kuszące w pracy artysty: oglądać mistrzów i malować im portrety. Portrety ich malarstwa.
Podsłyszałem na wernisażu, że to, co robi Piotrowicz, to czysta malarska anarchia, ale za to jaka piękna. Pomyślałem, że owa anarchia bywa pożyteczna i paradoksalnie nie zawsze destrukcyjna. Nie trzeba o niej mówić w cudzysłowie.

Obrazy Piotrowicza czują się w Arsenale niekoniecznie dobrze. Są bardzo osobiste. Pokazują niemal pierwotną, naiwną oczywistość malowania. Wyeksponowane prawie przypadkowo, powieszone obok siebie w niezbyt prestiżowej galerii – trochę się wstydzą własnej nagości. Może chciałyby wrócić do pracowni, gdzie oglądalibyśmy je inaczej? Może powinniśmy naprawdę odwiedzać artystów, zamiast oczekiwać na spotkanie w niestosownym miejscu?

Obrazy nas zapraszają. Do siebie.

archiwum

Rejected Proposals
9.07 — 5.09.2021
wernisaż: 9.07.2021, g. 18.30
Siostra Ziemia
9.07 — 5.09.2021
wernisaż: 9.07.2021, g. 18.00
Aurora
Michael Wittassek
30.04 — 30.05.2021
Polityka cyborgów
9.04 — 30.05.2021
AMZN
Tytus Szabelski
29.01 — 28.03.2021
Bieguny. Dialogi młodych: INNY – edycja 4.
edycja 4.
19.02 — 28.03.2021
Biennale Grafiki Studenckiej
XII edycja
5 — 28.03.2021
wernisaż: 5.03.2021, g. 18.00
Nowa Kolekcja
27.11.2020 — 28.02.2021