czwartek, 28 października otwarte 12 — 19
Galeria Miejska Arsenał

ul. Szyperska 2/6-8, 61-754 Poznań
T. +48 61 852 95 02
E. arsenal@arsenal.art.pl

Godziny otwarcia:

Poniedziałek: nieczynne
Wtorek – Sobota: 12 — 19
Niedziela: 12 — 16

Mirosław Gara, Mieczysław Górowski, Piotr Kunce, Władysław Pluta


Informacje o wystawie

Galeria Plakatu Krzysztofa Dydo z Krakowa prezentuje twórczość plakatową czwórki artystów: Mirosława Gary, Piotra Kunce, Władysława Pluta i Mieczysława Górowskiego (najstarszy w gronie, prof. ASP w Krakowie, ur. 1941). Wystawa ukazuje indywidualny dorobek twórców, jednocześnie będąc dokumentacją życia kulturalnego w Krakowie. W trakcie trwania wystawy na specjalnym stoisku można zakupić prace wybitnych plakacistów polskich.


Maciej Buszewicz – O Piotrze Kunce

Będzie to bardzo prywatna opowieść. Było to jakieś dwadzieścia lat temu. Może trochę mniej, Nie, wcale nie wtedy spotkałem Piotra Kunce po raz pierwszy. Spotkanie nastąpiło ładnych parę lat później.
Mniej więcej dwadzieścia lat temu zobaczyłem w jakimś marnie wydrukowanym katalogu reprodukcje, szaro-białe oczywiście, Piotra litografii. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że są wielobarwne.

Opowieść jest prywatna, więc grzebiąc teraz w szufladzie z kawałkami wspomnień sprzed tych wielu lat, dokopuję się moich własnych tęsknot związanych z pracą – wtedy jeszcze mój środek ciężkości znajdował się po stronie grafiki warsztatowej. Tęsknoty te dotyczyły tak zwanego prawdziwego wyglądu ludzi i rzeczy w drukach chałupniczej produkcji. Byłem zmęczony ręczną robotą. Cała frazeologia powstała wokół zgrabniutkiego pojęcia wrażliwa ręka artysty drażniła mnie dziecięcą naiwnością przy równoczesnej ignorancji w odniesieniu do warsztatu i tzw. środków artystycznych. Przy tym wszystkim, jak zwykle chciano spenetrować nie odgadnięte dotąd zakamarki duszy artysty. Za niczym wtedy nie tęskniłem tak bardzo, jak za wprowadzeniem fotografii do moich własnych grafik. Jak najdalej – i tutaj obmierzły dość termin indywidualnego znakowania.

Wracam do Piotra Kunce. Panie i panowie, częściej panie, jakieś ławki parkowe, krzesła, dworzec kolejowy (chyba). kawa-herbata, takie sprawy. Prawdziwe, kolorowe, ale nie hiperrealistyczne. Bez hałasu, ale z wyraźnym zapachem czasu i nastrojem. Pamiętam to tak dokładnie, bo jakoś niedługo po moim pierwszym kontakcie z produkcją Piotra we wspomnianym katalogu, jadłem obiad w towarzystwie tych pań i panów z ich przedmiotami w białej, geometrycznej przestrzeni, w Hotelu Saskim w Krakowie, ulica Sławkowska, obecnie jest tam chyba chińska knajpa. Kto tam bywał, zapewne pamięta.
Tyle o tym opowiadam, by teraz spróbować powiedzieć o czymś, co zdarzyć się może tylko między artystami. Tylko oni to wiedzą bez słów i widzą, co to jest. Zdarza się to nie często. Ale się zdarza. Trzeba to coś nazwać. Najprościej: rozumiem tego faceta. Trzeba mieć pewną ilość farby za paznokciami, nie do wyszorowania , (najostrzejszą nawet szczotką), niechęć do własnych manualnych zdolności – perfekcja w tej materii niechęć tę powiększa – by móc powiedzieć rozumiem tego faceta.
Z całą premedytacją nie opowiadam o tym, czym te grafiki są, jak bardzo są inne, jak niezwykle są wyjątkowe po dziś dzień.

Kilka lat potem spotkaliśmy się w warszawskiej akademii, i tutaj druga opowieść.

W mojej kuchni – najlepsze miejsce w całym domu – wisi piękny, bardzo przedwojenny plakat (litografia oczywiście), podarowany mi przez Piotra przy bardzo oficjalnej okazji. Znaleziony gdzieś w piwnicy, pewnie pod węglem. Nie najlepiej przechowywany, ma w górnej części dużą żółtą plamę, zapewne od pokostu. Nigdy nie widziałem go bez tej plamy, jest dla mnie integralnie związana z tym, co wydrukowane.
Parę lat temu robiłem jakiś plakat. Wtedy jeszcze wszyscy pracowaliśmy na piechotę (tj. bez użycia komputera). Mnóstwo śmieci na podłodze, porozrzucana zawartość pudełek i pudeł. skrawki gazet, fotografie – słowem śmietnik. Wśród nich pożółkły kawałek papieru ze śladem po rozlanej kawie czy herbacie, taka plama-kółko. Nie wiem jak długo przesuwałem poszczególne elementy, ale w końcu na plakacie gdzieś wysoko z prawej strony znalazła się ta właśnie plama. Dopiero po dwóch latach zdałem sobie sprawę, skąd się wzięła właśnie w tym miejscu.

Wiem, że nie napisałem do tej pory ani zdania o plakatach, które można zobaczyć na wystawie. Nie chcę przywoływać osławionej definicji konia ze staropolskiej encyklopedii. Coraz bardziej lubię martwe natury – i te stare, holenderskie, i te współczesne. Lubię w ten sposób poznawać ludzi, mimowolnych autorów tych martwych natur, właścicieli i użytkowników tamtych przedmiotów.

Bliski jest mi świat rzeczy reżyserowanych przez Piotra Kunce. Bliskie mi są osoby, które pojawiają się na jego grafikach i plakatach, lokatorzy tego świata.


O Władysławie Pluty

Polską szkołę plakatu, która odniosła między narodowy rozgłos po drugiej wojnie światowej, cechuje swobodne, malarskie traktowanie zarówno znaku plastycznego, jak i liternictwa. Nie wszyscy jednak polscy plakaciści posługują się kodem malarskim. Wielu artystów młodszych od klasyków szkoły polskiej sięga do innych stylistyk, często dając wyraz polemiki międzypokoleniowej.
Plakaty Władysława Pluty nie mają charakteru malarskiego, chociaż łączy je ze zjawiskiem szkoły polskiej skłonność do posługiwania się plastyczną metaforą. Pozostaje on wierny charakterystycznej dla plakatu zasadzie przekazywania idei maksymalnie zredukowanymi środkami ekspresji. Nie spotykamy więc w jego pracach typowego dla malarskiego plakatu przegadania i przeestetyzowania. Operuje on przezroczystym znakiem plastycznym, a więc takim, który według teorii przekazu przenosi uwagę widza z formy na znaczenie.

Zasadę oszczędności w stosowaniu środków wyrazowych i podporządkowanie formy funkcji wyniósł Pluta ze studiów i pracy zawodowej w Katedrze Komunikacji Wizualnej Wydziału Form Przemysłowych krakowskiej ASP Wydział ten nawiązuje do tradycji konstruktywizmu międzywojennego, zwłaszcza do doświadczeń Bauhausu i szkoły z Ulm, która kontynuowała bauhausowski funkcjonalizm po II wojnie światowej, a Katedra Komunikacji Wizualnej wykorzystuje także eksperymenty niemieckiego gestaltysty Rudolfa Arnheima, próbującego wyznaczyć ścisłe zasady rządzące ludzką percepcją oraz teorię znaku sformułowaną przez strukturalizm i semiotykę.

W projektowaniu plakatów Pluta posługuje się obrazem fotograficznym i literniczymi układami typograficznymi, z wyjątkiem paru wczesnych, eksperymentatorskich projektów z lat 70. (Od dzisiaj nie palę, Hyde Park), do których wprowadził formy stereometryczne swoiste ready-mades. Były nimi przytwierdzone do planszy wielkie ołówki, którymi mogli widzowie uzupełniać obraz na zasadzie interwencji w dzieło sztuki. W dalszych realizacjach, mimo porzucenia eksperymentów z poszerzaniem o trzeci wymiar definicji plakatu artysta nadal fascynuje się pospolitym przedmiotem, który wykorzystuje w budowaniu metafory plastycznej. Tyle tylko, że rzeczywisty przedmiot zastępuje jego wizerunek fotograficzny. Konfrontacja napisu i fotografii, które wizualizują idee plakatu stanowi specyficzną cechę indywidualnego stylu artysty W pracach z lat 70. i początku lat 80. obraz, który widz percypuje na kompozycji odbiega od stereotypowego wyobrażenia. Prowokuje do myślenia, irytując lub zaciekawiając. Realizacje te cechuje przewrotny dowcip maskujący ukryte akcenty krytyczne.

Plakaty, wykorzystujące wizerunek fotograficzny Pluta tworzy do dziś, niemniej jednak około połowy lat 80. zaczyna projektować on prace, które odchodzą od reguły przezroczystości, wyznaczającej prymat warstwy semantycznej nad estetyczną. W niektórych plakatach, takich jak kolejne realizacje dla Biennale i Triennale Grafiki w Krakowie, na pierwszy plan wysuwa się elegancka estetyka zimnej, geometrycznej abstrakcji. Pojawia się także znak narysowany lub namalowany. We wszystkich jednak pracach forma pozostaje precyzyjna, a środki plastyczne ograniczone i dozowane oszczędnie. Kolorystyka prac bywa zawężona do bieli, czerni i szarości, z którymi ostro kontrastują akcenty jaskrawego koloru.

W tworzonych w ostatnim pięcioleciu, a więc już w latach 90. plakatach wprowadza Pluta coraz więcej rozwiązań modernistycznych. Przykładem może być plakat i okładka katalogu wystawy grafiki Portret ironiczny, gdzie zdobiący je wizerunek jest sumą cytatów z eksponowanych prac graficznych. Zresztą już wcześniej posługiwał się on takimi postmodernistycznymi chwytami jak nawiązanie, trawestacja i parafraza.
Pluta tworzył również w ciągu swojej całej twórczości plakaty ograniczające się wyłącznie do gry elementów literniczych. Ostatnie realizacje, zwłaszcza plakaty projektowane dla krakowskiego teatru im. J. Słowackiego w sezonie 1994/1995 opierają się na estetyce literniczej. Pozornie swobodne, rozstrzelone w różnych kierunkach, często po skosie litery i wyrazy tworzą układy i figury przedstawiające. Ich stylistykę można kojarzyć z tradycją plakatu konstruktywistycznego (podobną tendencję, nawiązującą do konstruktywistycznej utopijnej architektury ochrzczono niezbyt adekwatnym terminem dekonstruktywizm).

Władysław Pluta realizuje więc konsekwentnie określoną koncepcję artystycznego plakatu, w której istotną rolę odgrywają wartości intelektualne, jego kompozycje plakatowe cechuje zawsze wysoki poziom artystyczny i perfekcjonizm warsztatowy. Także ich warstwa estetyczna przynosi satysfakcje oku, poprzez czystość i geometryczny porządek podziałów i wyszukane zestawy barwnych lub monochromatycznych płaszczyzn.

archiwum

Rejected Proposals
9.07 — 5.09.2021
wernisaż: 9.07.2021, g. 18.30
Siostra Ziemia
9.07 — 5.09.2021
wernisaż: 9.07.2021, g. 18.00
Aurora
Michael Wittassek
30.04 — 30.05.2021
Polityka cyborgów
9.04 — 30.05.2021
AMZN
Tytus Szabelski
29.01 — 28.03.2021
Bieguny. Dialogi młodych: INNY – edycja 4.
edycja 4.
19.02 — 28.03.2021
Biennale Grafiki Studenckiej
XII edycja
5 — 28.03.2021
wernisaż: 5.03.2021, g. 18.00
Nowa Kolekcja
27.11.2020 — 28.02.2021