poniedziałek, 26 lipca dzisiaj nieczynne
Galeria Miejska Arsenał

Stary Rynek 6, Poznań
T. +48 61 852 95 02
E. arsenal@arsenal.art.pl

Godziny otwarcia:

Poniedziałek: nieczynne
Wtorek – Sobota: 12 — 19
Niedziela: 12 — 16

Camiel van Breedam, Władysław Hasior



Informacje o wystawie

Wspólna wystawa belgijskiego i polskiego artysty przyjechała do Poznania z Budapesztu, po ekspozycjach w Bochum i Darmstadt (Niemcy). Władysław Hasior po prezentacjach w galeriach „Arsenału” w 1967 i 1977 pokazał swoją twórczość w Poznaniu po raz trzeci. Obaj artyści odwołują się do realiów życia, siłę napędową swojej twórczość znajdując w marzeniach i wyobraźni, baz konieczności posługiwania się wyszukanymi środkami technicznymi. Obaj w swoich pracach ukazują zapładniający twórczość regionalizm i folklor, nie tracąc przy tym uniwersalnej perspektywy.

Władysław Hasior, ur. 1928 w Zakopanem, studiował w latach 1947-58 w Szkole Kenara a w latach 1952-58 w warszawskiej ASP. Zrealizował szereg wystaw indywidualnych, brał udział w najważniejszych przeglądach polskiej plastyki, jest twórcą wielu pomników i obiektów w plenerze, zarówno w kraju jak i za granicą.

Camiel van Breedam, ur. 1936 w Boom (Holandia), studiował w mieście rodzinnym i w Gent. Pierwszy relief wykonał w 1956, pierwszą wystawę zorganizował w Brukseli w 1958. Od 1964 związany z ruchem PHASES.


Tekst Wima Meewisa

12 czerwca 1989, tłum.: Helena Jankowska

Prace Camiela Van Breedama były po raz pierwszy wystawione w „Galerie Les Contemporains” w Brukseli, w 1958 roku.

W 1960 roku „Hessehuis” w Antwerpii, pokazała ważniejsze prace podówczas 24 letniego artysty, który po odbyciu służby wojskowej, wstąpił do grupy G 58.

Dla niektórych artystów z ruchu G 58, takich jak Crippa,Fontana,Mazoni, niemiecki ruch Zero, sztuka kinetyczna, nastąpił zwrot w ich koncepcji artystycznej jak i w pracach; dla innych.wśród nich Van Breedama.oznaczało to potwierdzenie już wybranych dróg.

Już w latach 1956 – 57 Van Breedam odkrył istotę tego co zdominuje i uduchowi całą jego dalszą twórczość. Startował od skromnych kolaży z małych metalowych sztabek, płytek, łańcuszków przytwierdzonych do podłoża. Ustalił w tym okresie zasady: nie chodzi o to by nagromadzić lub zakumulować podobne lub różne przedmioty, lecz czysto wyważone i dokładnie dobrane jednostki,pasujące do siebie i tworzące jakby całość. W tych pierwszych kolażach, żaden z przedmiotów poprzednio dobranych nie może być przesunięty lub zamieniony, gdyż skaleczyłby dobrze skrojoną strukturę. „Less is morę” (mniej jest więcej), wyrażenie architekta Ludwika Mieś van der Rohe, jest zakodowane na stałe w pamięci Van Breedama. Nawet jedno ze swoich dzieł tak zatytułował. Jakąkolwiek drogę obierze Van Breedam: czy to przedmiotu sztuki, czy nagromadzenia (Assemblage), zawsze znajdziemy bezpośrednio lub pośrednio.zasady twórczości dominujące na początku jego drogi twórczej.

Camiel Van Breedam odpowiada tym samym już za wczasu na pytanie wiodącego teoretyka „Nouveau Realisme”,Pierra Restany:”Co nastąpi po sztuce abstrakcyjnej?” Przede wszystkim chodziło o stworzenie nowego stosunku do rzeczywistości, z dala od iluzorystycznego aspektu malarstwa, l w chwili ,gdy zwykłe przedmioty zostały zastąpione wyrobami seryjnymi, odrzucając dzieła dawnych rzemieślników, należało zaniepokoić człowieka Zachodu z drugiej połowy dwudziestego wieku i dać mu do myślenia, czego nie można wyrazić iluzjonistyczną techniką malarską. Różnica poziomu znaczenia artystycznego pomimo, iż Van Breedam pamiętał o Marcelu Ducchampie, Kurcie Schwittersie, Francisie Picabia, o kolegach kubistach, być może również o pewnych pracach jakie Johannes Itten dawał do realizacji swoim uczniom z Bauhausu i może jeszcze prace pionierskie Paula Joostensa (tak dalece jak jego prace pionierskie .zostały ponownie odkryte) – dostarczyła Van Breedamowi alfabet nowej syntezy sztuki asamblażu, poszczególnych słów jego syntezy i części mentalności dadaistycznej (ze surrealistycznym połączeniem) odnośnie tematyki i zastosowanego materiału.

Camiel Van Breedam, zaskakuje bardzo często publiczność, gdy swoimi pracami udawadnia, że każdy materiał może -być użyty dla celów artystycznych,gdyż ostatecznie wszystko zależy od osiągniętego wyniku i od zaangażowania, jakim można zaatakować technologiczną cywilizację.

Godnym uwagi jest fakt, jak Van Breedam umie wydedukować wybór w swych pracach takich przedmiotów, które składają się na jego asamblaże i „environments”, tematy.które dominują w jego najmłodszych pracach. Sam materiał implikuje zawartość: pióra i czaszki zwierzęce, ogromne zwietrzałe drweno, zardzewiałe żelazo, piki i sztuczne oczy, stara skóra, juta, szczotki, wypchane zwierzęta, cynk i stare okulary, części maszyn, wózki ręczne, stronice książek, narzędzia kuchenne i urządzenia magazynowe, zniszczone instrumenty muzyczne, protezy, zabawki drewniane, zdarte obuwie.karty do gry, lalki, taśmy i łańcuchy, instrumenty lekarskie, słoma i gałęzie – w tej powodzi materiałów ukazuje się porządek zupełnie przypadkowo (lecz uwaga: wybiórcza ręka i myśli Van Breedama tak czulą na kaprysy hazardu nigdy nie pozostają bezczynne). Porządek ten uzasadnia znaczenie, zajmuje się tym co jest na świecie zniszczone,zaniedbane i odrzucone.

Ptak złowiony bezlitośnie, jest częścią całości, sztywnej figury drewnianej, w której ból jest obecny, w niekształtny lecz okropny sposób. (Ból, 1983)

Rezerwat przyrodniczy skurczony w oknie wystawowym, którego ochronę zabezpieczają kraty. W nim tukan patrzący w martwą przyszłość (Rezerwat przyrody, 1981).

Ptak spoczywa na zawsze wśród zaniedbanych regaliów i samowoli, miłości i pożądania pieniądza i krwi (Zielony ptak 1981). Do rezerwatu natury należy również człowiek, Indianin Ameryki Północnej i Południowej, który doznał wszystko co najgorsze,w swej nieustannej walce z białym myśliwym. Również pozostałe terytoria są stale pocięte, palone i wykorzystywane. Van Breedam identyfikuje się sam bardzo głęboko z losem tej odrzuconej rasy ludzkiej. Prace na ten temat, czynią na widzu głębokie wrażenie, refleksja do której jest nakłoniony uczy go, że Indianin i ich rezerwat, stały się symbolem tego co czynimy sami sobie i swojemu otoczeniu(Sing in the Middłe of Highway through the Indian Terrritory, 1989)./znaki pośrodku autostrady poprzez terytorium indiańskie/

Bezlitosne słowa Einsteina, dzwięczą w głowie widza: „Ameryka jest w historii jedynym narodem,który w zagadkowy sposób przeszedł bezpośrednio z barbarzyństwa do degeneracji, bez stadium przejściowego jakim jest cywilizacja”. Praca,' dla której Van Breedam przejął powyższe jako tytuł, pozostaje niezatarta w pamięci

Głęboka logika wiąże ten temat z pracą inspirującą niszczenie przyrody i otoczenia w odróżnieniu od młodszych, mocno moralizatorskich prac Edwarda Kienholza (którego Van Breedam podziwia otwarcie), Van Breedam decyduje się na ironię i sarkazm, dla otwarcia oczu. On .tworzy nieużyteczne maszyny i urządzenia, które są tak samo anonimowe, potwierdzające swoją niewinność jak przemysł, który zatruwa środowisko. „Stacja uzdatniania wody”, która produkuje jedynie małą chmurkę pary; urządzenie, którym dokonuje się pomiaru zanieczyszczenia rzeki Rupel, lub legalizuje się nielegalny drenaż wody, ruchomy kurek” w celu umożliwienia składowania śmieci z całego kraju „…Ten, który na te prace spogląda, z których te rzeczy są wykonane – one są odpadkami – uśmiecha się. uśmiech przeradza się w głośny śmiech i wówczas ma wrażenie, że otrzymał policzek prosto w twarz. Logika ta działa jak środek wiążący i siła asocjacyjna. Już zaraz rozwinie się drugi biegun obsesji: medycyna, która tak często działa wyrafinowanie i zamaskowanie, nie przeciwstawiając się przeciw chorym czynnikom w życiu i otoczeniu, gdzie człowiek jako zwykłe stworzenie musi ustąpić naciskowi prestiżu (lntensive care 1989). Van Breedam fantazjuje i pomysły są tak mocne, że nie kostnieją w cichym zgorzknieniu i dydaktycznej przestrodze. Atak, jaki wszczynał na szerokim froncie, przenosi się na jego świat i sztukę. Poświęcił czułą uwagę nad małą cząstką życia, które pozostało nietknięte, gdzie panuje jeszcze cisza, prostota, jasność i bardzo wiele cichej radości. Są przy tym obecne duchy: Paula Klee, Paula van Ostaijen, Oskara Schlemmera, Józefa Cornella i wymiennieni poprzednio dadaiści. Oni również nie zatracili się w agresji i resentymentach, zachowali twórczą rezerwę, która uprawdopodobniła ich protest. Van Breedam pozdrawia ich w wielu małych, subtelnych pracach; chodzi o znak zrozumienia. Przy pomocy zwykłych lecz osobliwie fachowo użytych środków, informuje nas, że gra, delikatność, twórczość, która jest znaleziona, czynią n,as odpornymi na wariactwo. Przy tym nie obawia się unikać odnoszenia do dawno minionego czasu, w którym rzeczy piękne były wykonane ręcznie.

Van Breedam, zbiera części naszego współczesnego świata oraz świata dopiero co odeszłego, układa je w pomieszczeniach swojej pracowni i równocześnie w swojej podświadomości. Tam spotykają się one w genialnej kombinacji, gdzie figlarnośc i rozpacz, protest i czułość idą ręka w rękę, a w dziele, które powstaje należą one nadal do siebie. Przedmioty, które właśnie odnalazł, znaczą dla niego rozpoczęcie nowej drogi. Wszystkie one prowadzą do niespokojnych dzieł, które przez swoje wyrafinowanie, indukcyjną dziwaczność, jak i wyreżyserowaną siłę, poruszają w nas najczulsze struny.


Wywiad z Władysławem Hasiorem, „Tuż przy ziemi…”

„Głos Wielkopolski” 04.04.1991

Nie mam żadnych intencji podnoszenia wyżej czy też ustawiania poniżej. Jest to fakt obiektywny tego kręgu kulturowego, który najniżej, tuż przy ziemi wyrasta. Jest to wielkie, zjawisko twórcze, jeśli ktoś tylko umie z niego czerpać inspirację. Jak kompozytor z nutki ludowej melodii buduje swoją kompozycję, tak ja nutkami ekspresji istniejących buduję swoje prace, w tym kręgu ekspresji inspiruję się. To uczciwsze, bogatsze dla mnie niż albumy sławiące mistrzów.

– Czym chce pan człowieka poruszyć?

– Nie mam takich zuchwałych planów, by w kimś coś poruszyć. To jest wszystko oparte na moim oczekiwaniu na spotkanie z człowiekiem wrażliwym. Na zdolności oczekiwania. I wtedy następuje szansa na zobaczenie interpretacji tamtego drugiego człowieka w sposób całkowicie dowolny, jego własny. Od pobudzania czegoś w człowieku są urzędnicy i księża.

– W górach, podczas wędrówek tam, gdy spotykałem pana pomniki, byłem głęboko poruszony… Czy patetyzm tych pomników jest czymś świadomym?

– To nie taki termin… Po prostu to tak zwana rzeźba monumentalna, pomniki. I daj Boże, żeby były patetyczne. Monumentalność kompozycji w plenerze nie wynika z fizycznej wielkości, co często demonstrowane jest w propagandowej rzeźbie, ale powinno wynikać z wyreżyserowania nastroju adekwatnego do powagi tematu, jaki pomnik reprezentuje. I moje doświadczenia z różną materią, ilustrowane w moich kameralnych kompozycjach są między innymi formą treningu, zbierania doświadczeń jak kreować rodzaj ekspresji potrzebnej do zbudowania pomnika. ~

– Mieszka pan stale w Zakopanem, ma pan tam swoją galerię. W Zakopanem mieszkał też Tadeusz Brzozowski, wspaniały, nieodżałowany profesor poznańskiej uczelni plastycznej. W pana galerii widziałem prace mu poświęcone. Byliście tak różni twórczo, a równocześnie tak się przyjaźniliście… .

– Ja nie wiem, czy z tego by wynikała jakaś dziwna fenomenalna okazja do Zdziwienia, że miałem zaszczyt przyjaźnić się z Tadeuszem Brzozowskim. On, wielki klasyczny malarz, ja – rzeźbiarz wypowiadający się w technice montażu. To nas wcale nie różniło, bo…

– Bo…? Co było wyższe ponad różnice waszej sztuki?

– To była różnica środków technicznych, a łączyła – tęsknota doścignięcia ideału sztuki.

– Którym jest…?

– Nie wiem. Czy to, ta rozmowa będzie z obrazkami?

– Z fotografią prac? Oczywiście.

Artysta przeprasza, biegnie, na piętro, gdzie czeka na niego ekipa telewizyjna.

Poznański „Arsenał” przy Starym Rynku. Wystawa prac Władysława Hasiora. Dopiero ma być jej otwarcie, ludzi jeszcze nie ma.

To przejmujące swą ekspresją hasiorowe dzieła… Na stałe weszły do kanonu polskiej sztuki.

Z sali dolnej idę po schodach do dużej sali „Arsenału”. Tam słynne „Sztandary” Hasiora. A pomiędzy nimi i obok – prace Camiela van Breedama z Belgii. Obydwaj artyści pokazywali już swe dzieła na wspólnych wystawach w Niemczech, na Węgrzech… Teraz – w Poznaniu.

Belgijski artysta stoi gdzieś z boku. A Władysław Hasior mówi właśnie w wywiadzie telewizyjnym o pracach Belga:

– Jego eksperymenty nie milczą, prowokują. Te meble z dziwnymi rzeczami umieszczonymi w nich. Mieszczaństwo holenderskie, belgijskie, nie zostało tak stratowane przez wojnę jak polskie. Trwa. I Camiel do tych istniejących nastawień odnosi się z ciepłem, zrozumieniem. Nie jest hałaśliwy, a ' konsekwentny w kreowaniu. A tu – jego instalacja przestrzenna. Ja nazwałem j;) „kaplica pamięci Indian”. Jest to oddanie hołdu tamtym Indianom… Prace montażowe Camiela i moje montaże wcale sobie nic przeszkadzają. Są to bardzo odrębne światy poetyckie.

Stoję obok hasiorowego „Sztandaru Ikara”. Lalka bez głowy, ze skrzydłami z samolociku dziecięcego. Spada na rząd czarnych krzyży. Za lalką ciągnie się czarny welon. Obok – jakby półsrebrne skrzydło. Z boku przestrzeni – czarny drewniany ptak obrośnięty jakąś czarną sierścią…

…Już zbiegającego schodami „Arsenału” Hasiora pytam:

– Czym jest współczucie dla człowieka?

Artysta zaskoczony woła:

– To rozmowa nie na stojąco! Nie w przejściu! Pan mi wybaczy, ja muszę…

Gdzieś znika.

Rozmawiał WŁODZIMIERZ BARANIECKI


Władysław Hasior live

„Kurier Codzienny” 30.04.1991

Dużym powodzeniem cieszyła się ekspozycja prac Władysława Hasiora w galerii SWA (przypominamy – na piętrze wystawiał swe prace Camiel van Breedam, nie /ostało to chyba dość wyraźnie zaznaczo-ne, stąd pomyłki niektórych zwiedzających i odbieranie tej części wystawy jako dalszego ciągu ekspozycji Hasiora). W ostatnim dniu trwania wystawy, w czwartek o godz. 18.00 autor spotkał się ze wszystkimi zainteresowanymi jego twórczością w Klubie Plastyka BWA. Dziwi nieco fakt, że spotkanie 2 tak nietuzinkową i powszechnie znaną postacią organizuje się w małym i dusznym pomieszczę niu. Wiele osób stało, prowadziło to do scysji i niepotrzebnego zamieszania gdy jedni drugim zasłaniali wyświetlane przez Hasiora slajdy.

Idąc na to spotkanie, spodziewałam się ujrzeć szalonego i nawiedzonego artystę, taki bowiem image narzuca się po obejrzeniu dokonań autora ,,Wypędzonych z raju” czy ,,Wniebowstąpienia”. Hasior natomiast okazał się uroczym, starszym panem, opowiadającym bez wielkich emocji, ale bardzo dowcipnie i z duża swadą o swojej twórczości, ilustrując wszystko wspomnianymi już slajdami. Trzeba przyznać, że pozwala to spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na jego dokonania, mówiąc wprost – pozwala wymowę niektórych dzieł po prostu zrozumieć, co w przypadku uprawianej przez Hasiora sztuki nie zawsze jest łatwe. Artysta przybliżył słuchaczom również sam proces zmagania się z materią, genezę niektórych pomysłów czy idei materiahzują-cych się później w konkretnym dziele. Tak było np. ze słynnym płonącym telefonem, impuls stanowiła podobno ,,rozmowa tak gorąca, ;’e telefon po prostu się zapalił”. Hasior przedstawił także wylanso-waną przez siebie technikę rzeźbienia w ziemi, ilustrując ją ,,Słonecznym rydwanem”, który umieścił na niewielkim wzgórzu pod Sztokholmem.

Ogromne (niektóre mają 10 m wysokości) ,,wzlatujące” w niebo rumaki wywołują rzeczywiście duże wrażenie, zwłaszcza po zapadnięciu zmierzchu, gdy podpali się umieszczone w specjalnych zbiorniczkach paliwo i z końskich grzbietów bucha wysoki płomień. ,,Słoneczny rydwan” tak bardzo wrósł w szwedzki krajobraz, że wzgórze na którym się znajduje siało się tradycyjnym miejscem spotkań w dniu hucznie przez Szwedów obchodzonego pogańskiego święta (u nas nazywa się je nocą Kupały). (mag)

archiwum

Aurora
Michael Wittassek
30.04 — 30.05.2021
Polityka cyborgów
9.04 — 30.05.2021
AMZN
Tytus Szabelski
29.01 — 28.03.2021
Bieguny. Dialogi młodych: INNY – edycja 4.
edycja 4.
19.02 — 28.03.2021
Biennale Grafiki Studenckiej
XII edycja
5 — 28.03.2021
wernisaż: 5.03.2021, g. 18.00
Nowa Kolekcja
27.11.2020 — 28.02.2021
Brzeginki
Justyna Górowska
9.10 — 10.01.2021
Magiczne zaangażowanie
18.09 — 15.11.2020