czwartek, 5 sierpnia otwarte 12 — 19
Galeria Miejska Arsenał

ul. Szyperska 2/6-8, 61-754 Poznań
T. +48 61 852 95 02
E. arsenal@arsenal.art.pl

Godziny otwarcia:

Poniedziałek: nieczynne
Wtorek – Sobota: 12 — 19
Niedziela: 12 — 16

Tomasz Maniewski

Tomasz Maniewski, ur. 1958, zamieszkały w Poznaniu, dyplom z grafiki warsztatowej zdobył w 1984 r. w warszawskiej ASP w pracowni prof. H. Chrostowskiej. Wystawiał głównie we Francji. Zajmuje się głównie grafiką warsztatową, exlibrisem, malarstwem. W „Arsenale” prezentuje prace malarskie na papierze, w których dominującym motywem jest portret oraz grafikę, w której buduje świat fantastyczno-wyobrażeniowy.

Wystawy indywidualne:

1984 – Nancy, Francja

1985 – Vierzon, Francja; Les Petits Thons, Francja

1986 – Warszawa, galeria „Pokaz”

1988 – Nancy, Francja; Remiremont, Francja

1989 – Zakopane, galeria A. Rząsy; Le Lavandou, Francja

1990 – Sarrebourg, Francja; Villers-les-Nancy, Francja

Prace m.in. w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Wywiad z artystą.
Wiesława Wierzchowska: Z wielkim zainteresowaniem od początku śledzę jak kształtuje się Pana twórcza indywidualność. Debiutował Pan tuż po stanie wojennym dwoma ekspresyjnymi cyklami graficznymi: „Wzrok i dotyk” oraz „Walczące psy”. Dramatyzm tych grafik ewoluował później w kierunku poetyckiej metafory, chętnie sięgał Pan po motywy baśniowe, niekiedy z klimatem groteski. W jakim momencie pojawiło się u Pana zainteresowanie portretem – rodzajem niezbyt interesującym, jak niektórzy sądzą, dla sztuki współczesnej?

Tomasz Maniewski: Trudno dokładnie wskazać moment, portrety robiłem już przed studiami w Akademii. W ASP portret w zasadzie nie istniał. Modelki, które nam pozowały, należało traktować niemal jako przedmiot. Pod koniec studiów, w ciszy domu zacząłem malować portrety: pastelami, chyba dlatego, że jest to technika zupełnie różna od warsztatu graficznego. Rysowanie portretu to spotkanie z czyjąś psychiką, z oczekiwaniami, jak ten ktoś widzi siebie.

Seans poprzedzam rozmową przy kawie, wtedy następuje i wzajemne poznanie, i uspokojenie. Zauważyłem bowiem, że przed przystąpieniem do pracy denerwują się obydwie strony.

Obie strony? Pan także?

Denerwuję się, jak chyba każdy artysta, gdy staję przed kartką czystego papieru i wręcz fizycznie odczuwam przelatujące przez głowę pomysły. Ale nie mam gotowej wizji, to są poszukiwania w trakcie pracy. Do tego dochodzą problemy prozaiczne: polski papier drze się, zagraniczny jest drogi, nie można zbyt wiele razy próbować, wycierać. Choć czasami te warsztatowe ograniczenia dobrze wpływają na koncentrację, zdarza się, że nie wychodzi. Zwłaszcza pierwszy rysunek kogoś, kogo nie portretowałem. Początkowo każdy zachowuje się jak u fotografa, przybiera wyuczone pozy. A ja nie ustawiam, a obserwuję… i po prostu przeczekuję fałsz.

Wiem, że bardzo starannie dobiera Pan modeli – czy o wyborze decyduje zainteresowanie psychiką, czy wyglądem portretowanego?

Tego nie da się oddzielić. Na ogół ludzie ciekawi mają ciekawą prezencję. Tak jakoś się dzieje, że psychika uwypukla się w rysach twarzy, w dłoniach czy spojrzeniu. Nawet w twarzy na pierwszy rzut oka banalnej potrafi zaintrygować mnie spojrzenie, gest, grymas. Zwykle w ludziach, którzy mnie zainteresowali swoją psychiką, znajduję coś przyciągającego, intrygującego także od strony wizualnej.

Powraca Pan często do malowania tych samych osób?

Po kilku miesiącach czy latach to nie są już te same osoby. Twarze, oczy, koloryt zmieniają się w zależności od trybu życia, problemów osobistych, pogody, stanu
ducha. Czas pozowania jest czasem oderwania od życia i często zdarza się, że model wpada wtedy w czarną dziurę swoich myśli. To widać.

Jak długo trwa malowanie portretu?

Każdy seans musi się zmieścić w trzech godzinach, potem staje się zbyt nużący, zwłaszcza dla pozującego.

Ilu seansów potrzeba Panu do namalowania portretu?

Najczęściej staram się zdążyć podczas jednego spotkania. Za kilka dni może to być zupełnie inna osoba.

Oczywiście obraz wymaga jeszcze dopracowania, pewne miejsca trzeba wyciszyć, inne wzmocnić, tym bardziej, że koncepcja portretu powstaje podczas pracy. Mam wprawdzie swoje klucze kompozycyjne, jakiś zmysł równowagi, a raczej nierównowagi…

Czy interesuje Pana reakcja portretowanego?

Tak, zawsze jest zaskoczenie, ale nie wszystkim pokazuję, czasem model nawet nie zna swojego portretu. Moje widzenie bywa czasami okrutne.

Czyżby reakcja odbiorcy nie była dla Pana ważna?

Myślę, że jeśli nie chce się zwariować, trzeba tworzyć dla ludzi. Pracujemy w samotności i w zasadzie wystawy są sprawdzianem efektów. Minusem grafiki, która ma wiele wspólnego z alchemią, jest oddalenie, zamknięcie twórcy. Inaczej portret: już w momencie tworzenia jest otwarciem pracowni. Portrety najczęściej robię wczesną wiosną i jesienią, wtedy mam dobre światło, a pozujący nie są wykończeni upałem czy mrozem. Natomiast grafiki najlepiej robi się późną jesienią i zimą, bez obaw o malejące światło. Może stąd większy rozwój grafiki w krajach północy?

Jeśli już porównujemy Pana grafikę i malarstwo, proszę powiedzieć, jak to się dzieje, ze ten sam artysta tworzy portrety „lekkie”, spontaniczne, pozostawiając pewne partie jak gdyby w domyśle, niedopowiedziane, zawieszone w nierealnej przestrzeni – i kompozycje graficzne bardzo precyzyjne, nasycone? Czy portrety to swego rodzaju odreagowanie dla grafiki?

Na pewno jest to poszukiwanie urozmaicenia w pracy. W robieni u grafiki najciekawszy jest dla mnie moment zdejmowania gotowej odbitki. Wszystko przedtem to mozolna, często rzemieślnicza robota.

Nie moment narodzin i zaplanowania kompozycji?

W zasadzie nie planuję zbyt dokładnie. Robię tylko malutkie szkice, gdzieś na karteluszce. Jeżeli bowiem szkic jest zbyt dokładny, a na dodatek dobry, mimowolnie usiłuje się go powtórzyć, co dwa razy się nie udaje. Próbuję więc od razu na blachach, choć czasami muszę je wielokrotnie werniksować. Potem nad blachą siedzi się tydzień, czy miesiąc, pamiętając, że to co z lewej będzie z prawej, to co czarne – białe. Kompletne odwrócenie i oddalenie w czasie. Dopiero pierwsza, jeszcze bardzo surowa odbitka daje mgliste pojęcie o rezultacie. Po takiej żmudnej pracy portret jest dla mnie odpoczynkiem. Można pozwolić sobie na szkicowość, która w grafice zupełnie mi nie odpowiada. Grafiki i pastele różnią się także użyciem koloru…

Wydaje mi się, że bogactwo techniki jednobarwnej jest tak olbrzymie, że nie trzeba sięgać jeszcze po kolor. Przecież zrobienie grafiki nie jest celem samym w sobie, jest językiem, przekazem.

Zafascynowanie kolorem najwyraźniej przejawia się w kwiatach. Co Pana skłoniło do malowania motywu tak pozornie banalnego?

Po prostu kiedyś zobaczyłem przepiękne irysy, aż się prosiły o portret! Zrobiłem to szybko, spontanicznie, kolorowo. Zresztą przed paru laty tak smutno było dookoła, że w moim malowaniu była chęć zatrzymania czegoś pięknego, pogodnego.

To prowokuje mnie do zapytania, dlaczego zajmuje się Pan sztuką?

Jestem przeciwny takiej werbalizacji.

Jednak człowiek sam sobie musi zadawać pytanie: jaki sens ma zajęcie, któremu całkowicie się poświęca?
Samo robienie sprawia tyle radości, że nie mam czasu na szukanie podbudowy teoretycznej. Chyba najwięcej artysta zastanawia się nad tym, czym jest dla niego i świata sztuka gdy ma jakieś przerwy w tworzeniu.

Warszawa, 30. 08. 1990.

archiwum

Aurora
Michael Wittassek
30.04 — 30.05.2021
Polityka cyborgów
9.04 — 30.05.2021
AMZN
Tytus Szabelski
29.01 — 28.03.2021
Bieguny. Dialogi młodych: INNY – edycja 4.
edycja 4.
19.02 — 28.03.2021
Biennale Grafiki Studenckiej
XII edycja
5 — 28.03.2021
wernisaż: 5.03.2021, g. 18.00
Nowa Kolekcja
27.11.2020 — 28.02.2021
Brzeginki
Justyna Górowska
9.10 — 10.01.2021
Magiczne zaangażowanie
18.09 — 15.11.2020