Marcin Berdyszak
Marcin Berdyszak
Prace z lat 2001-2008
Galeria Miejska Arsenał
Poznań 2008
stron: 96
ISBN 978-83-88947-74-5
cena: 15zł
Sztuczny instynkt kultury
(w sztuce Marcina Berdyszaka)
Rzeźby, instalacje czy performances Marcina Berdyszaka zadziwiają inwencją: przemyślną, liryczną czy anarchiczną redystrybucją naturalnego i sztucznego. Ulegając lekcji poststrukturalizmu (niebezpiecznego uzupełnienia), przyłączył się do wyznawców kultury w stanie płynności. W rozmowie z Alicją Kępińską stwierdził: „Dychotomie już nie istnieją, a więc nawet nie zanikają”. Gdy studiujemy jego sztukę, widzimy, że silnie wiąże w niej materię organiczną – jak choćby owoce inkrustujące stół – ze sferą techne. Technika staje się polem ekspozycji organiczności. Technologia jest tu wyzwolicielką, ale i niebezpieczną destruktorką pragnienia (jakaż erupcja zapachu i soczystości, gdy mechaniczną piłą ciął cytryny w Kilonii) – sztucznym owocem (często trującym) instynktu, by przywołać posępne Owoce pragnienia (1993). Materia organiczna stapia się w tej wizji z technologią stricto sensu (jeśli taki istnieje?). Powstają całości organiczno-plastikowe (i inne), zmuszające do zadumy nad procesem imitacji (i emulacji) naturalnego i sztucznego.
Skoro nie istnieją już dychotomie i można wymiennie grać pojęciami tego, co daje się imitować, i tego, co nie daje się, bowiem o istnieniu drugiego wiemy tylko dzięki temu pierwszemu, a co rodzi aporię tego, co kompleksowe, to również życie i śmierć są jedynie pewnymi względnymi, płynnymi stanami i stadiami ruchu – imitacji (i emulacji). Berdyszak od lat tworzy różne odmiany martwych natur, które można określić jako militarne, klerykalne, biurokratyczne, biznesowe, turystyczne czy ostatnio – w marcu w Galerii XX1 i w maju w Galerii BLOK łódzkiej ASP na wystawie Sztuczny instynkt kultury – hipisowskie: Hipi - Still Live (2006). Artysta jakby dawał upust wybujałemu instynktowi imitacji w naśladowaniu i amplifikowaniu własności pewnych stylów cichego – jakby martwego, względnie żywego – życia. Kompleksy przedmiotów są jedynie domniemane (sugerowane) pod powierzchnią imitującą i poddającą ekstensji wybraną swoistą, konstytutywną, rozpoznawczą cechę (proprium) jakiegoś sposobu życia (klasy czy grupy ludzi – zazwyczaj charakterystycznego ubrania: uniformu wojskowego, sutanny, garnituru, kostiumu kąpielowego czy jeansu). Berdyszak dobiera te przedmioty czy atrapy metonimicznie w spójne kompleksy, stosując zasadę analogii atrybucji, przy czym ta różnorodna imitacja i kompletowanie zdają się potencjalnie rozciągać na inne możliwe zbiory rzeczy – jakby zgodnie z instynktem mimikry, czyli instynktem dostosowywania się do otoczenia. Hipertrofia instynktu imitacji, który mechanizuje zachowanie i doświadczenie w określony modus vivendi (operandi, etc.), musi nieuchronnie podsycać również instynkt emulacji (rywalizacji) ze względu na te partykularne, uniformizujące zapędy. Może je jedynie pojednać jakaś nieokreślona powierzchnia, imitująca zgodność tych różnych interesów. Berdyszaka zajmuje tu żywioł tych manifestacji – instynktowne życie, które imituje się najpierw w postaci podniet, a te następnie uświadamiane są jako określone interesy specjalistów (czy fach-idiotów) i zaspokajające je narzędzia (stymulatory) i dobra. Poznańskiego artystę ciekawi związek pomiędzy względnie niezłożonym zachowaniem instynktownym a będącymi jego refleksami zróżnicowanymi sposobami życia świadomego czy może już zautomatyzowanego, zmechanizowanego (i jakby martwiejącego), reprezentowanego przez owe charakterystyczne dla nich instrumentaria, pokrywające ciało ludzkie i jego środowisko jakby różnorodną powłoką – niczym drugą, sztuczną skórą.
Kazimierz Piotrowski, fragment tekstu z albumu

